
Case study · cięcie laserowe
Ubranko dla Zamku Sułkowskich
Na wschodniej elewacji Zamku Sułkowskich zawisła tkanina imitująca arkady. Wycięliśmy 800 metrów bieżących materiału, a klient mocował je do siatki na stołach postawionych kilka metrów od naszych maszyn. Na czas realizacji wynajął pół hali.
- Obiekt
- Zamek Sułkowskich w Bielsku-Białej, Muzeum Historyczne
- Nasza rola
- Cięcie laserowe elementów z projektu klienta
- Tkanina
- 800 mbsprowadzana z Niemiec, szerokość 1,5 m
- Elementy
- 10 × 15 mkażdy bez szwu na całej długości
- Maszyna
- 3 tygodnieTrotec SP2000 tylko na to zlecenie
- Przygotowanie
- 1 dzieńna przestawienie stołu pod to zlecenie
- Hala
- 170 m²wynajęte obok naszych stanowisk
- Ludzie
- 8 + 1osób u klienta, operator u nas
Punkt wyjścia
Projekt był gotowy. Pytaniem było, jak go pociąć
Zamek miał dostać arkady, których na nim nie ma. Nie namalowane, nie wydrukowane na plandece, tylko wycięte w tkaninie i zawieszone na wschodniej ścianie, tak żeby rysunek łuków czytał się z drugiej strony ulicy.
Pomysł i cały projekt przyszły od klienta. Wzór przygotowała jego graficzka i przysłała nam gotowe wektory. Nasza rola zaczyna się tam, gdzie kończy się projekt: od pytania, czy to w ogóle da się wyciąć w tym materiale i jak przełożyć rysunek z ekranu na stół maszyny.
Metr pięćdziesiąt szerokości, piętnaście metrów długości
Ograniczeniem nie była długość, tylko szerokość. Bela ma metr pięćdziesiąt, dokładnie tyle, ile stół maszyny, a łuki idą przez całą ścianę. Wzór trzeba więc było rozłożyć na pasy tej szerokości i tak je zaplanować, żeby po zawieszeniu obok siebie rysunek się zgrał, a nie rozjechał o kilka centymetrów w pionie.
W długości nie ma ani jednego szwu. Powstało dziesięć elementów, każdy po piętnaście metrów w jednym kawałku, bo materiał przesuwa się przez maszynę w trakcie cięcia. To ważne przy takim wzorze: gdyby łuki trzeba było łączyć po drodze, każde połączenie widziałoby się z ulicy.
Zanim ruszyło cięcie właściwe, zrobiliśmy cztery próby na różnych materiałach. Osobny pełny dzień roboczy zajęło przestawienie stołu maszyny pod to konkretne zlecenie: piętnastometrowy pas trzeba prowadzić tak, żeby nigdzie się nie zahaczył i nie przesunął w trakcie cięcia. Dopiero potem maszyna dostała pierwszy plik.

Najlepsza część tej historii
Pół hali produkcyjnej na jedno zlecenie
Skala była taka, że klient wynajął pół hali produkcyjnej w budynku, w którym mamy siedzibę: około 170 metrów kwadratowych, bezpośrednio od właściciela budynku, i wynajmuje ją do dziś. Nasze maszyny do cięcia laserowego po jednej stronie, ich stoły montażowe po drugiej, w zasięgu wzroku.
Powodem był rozmiar montażu. Stół klienta miał 13 metrów długości i 2 metry szerokości, bo piętnastometrowy element trzeba rozłożyć naraz, a nie odcinkami. Takiego stołu nie postawi się w normalnej pracowni.
Trytki, nie nici
Wycięta tkanina nie jest zszywana. Wszystko wisi na niepalnej siatce rybackiej, do której pasy są przypinane opaskami zaciskowymi, jedna po drugiej. Niepalna, bo mówimy o kilkuset metrach materiału na ścianie zabytku, przy której odbywają się imprezy plenerowe.
To rozwiązanie na miarę zadania: nic się nie pruje, element da się poprawić albo wymienić po zawieszeniu, a przy 800 metrach bieżących materiału szycie zajęłoby wielokrotnie więcej czasu.
Wygląda to na improwizację, a było najprostszą logistyką, jaka mogła się przydarzyć. Pas schodził z maszyny i po chwili leżał już na stole obok, gdzie ktoś przypinał go do siatki. Bez pakowania, bez kuriera, bez czekania na dostawę i bez elementów, które przyjeżdżają pogięte.
Po ich stronie pracowało osiem osób. Po naszej jedna, przy maszynie. Konstrukcja rosła w tej samej hali, w której powstawały jej części.
To jednorazowy układ, a nie sposób, w jaki pracujemy na co dzień. Wychodzi jednak z tego wniosek, który zostaje na dłużej: przy dużych scenografiach wąskim gardłem prawie nigdy nie jest cięcie, tylko przewożenie i składanie tego, co już wycięte.


Dlaczego laser
Syntetyczna tkanina strzępi się od każdego innego cięcia
Nożyce i noże zostawiają na takim materiale brzeg, który zaczyna się rozchodzić po kilku dniach ruchu. Laser przecina i zgrzewa krawędź w jednym przejściu, więc pas tkaniny może wisieć na ścianie tygodniami i pracować na wiatrze bez rozłażenia się od boku. Przy 800 metrach bieżących materiału nie ma mowy o obrębianiu każdego łuku ręcznie.
Tkanina nie jest zresztą czymś, co się kupuje w rolce z półki. Klient sprowadzał ją na zamówienie z Niemiec, w czterech kolorach i w szerokości metr pięćdziesiąt, a każda partia zachowuje się pod laserem trochę inaczej. Stąd cztery próby przed produkcją.
Druga rzecz to powtarzalność. Pasy o tym samym kształcie muszą być identyczne, bo inaczej rytm łuków rozjeżdża się na całej ścianie i z ulicy widać, że coś nie trzyma linii. Przy jednym elemencie tego nie widać. Przy piętnastu metrach elewacji widać od razu.
Piętnaście metrów w jednym kawałku
Wszystko szło na laserze CO2 Trotec SP2000. Stół ma metr pięćdziesiąt szerokości, czyli dokładnie tyle, ile wynosi szerokość beli, więc pas nie musiał być dzielony wzdłuż. W długości ograniczenia nie ma wcale: materiał przesuwa się przez maszynę w trakcie cięcia, więc pas zszedł ze stołu na pełne 15 metrów, bez ani jednego szwu.
Maszyna była zajęta wyłącznie tym zleceniem przez trzy tygodnie. To jest realna cena takiej realizacji i warto ją znać, planując termin: przy tej skali nie chodzi o godziny pracy lasera, tylko o tygodnie, w których nie robi on nic innego.



Efekt
Elewacja, która faluje
Tkanina nie jest naciągnięta na sztywno i to jest w tym najciekawsze. Kiedy wieje, cała ściana pracuje: łuki drgają, powierzchnia zmienia kolor razem z ustawieniem słońca, a budynek raz wygląda na ubrany w złoto, raz w kremowy len.
Instalacja nie zakrywa całego zamku, tylko środkową część elewacji, na odcinku około piętnastu metrów. Dzięki temu z ulicy widać obie rzeczy naraz: prawdziwe okna i gzymsy po bokach oraz złote arkady tam, gdzie ich nigdy nie było.
Tkanina odsłoniła się razem z plenerową „Carmen” Teatru Polskiego, graną 28 i 30 sierpnia na placu przed teatrem, i zostaje na elewacji dłużej niż same spektakle.
800 metrów bieżących tkaniny, trzy tygodnie maszyny i jeden dzień samego myślenia nad tym, jak pociąć rysunek. Ściana faluje.
Masz projekt i nie wiesz, czy da się go wyciąć?
Przyślij plik albo zdjęcie. Powiemy, w jakim materiale to wyjdzie, jak rozłożyć wzór na arkusze i ile to zajmie. Próbę robimy przed produkcją, nie po niej.
Napisz do nas